1

Legendę opracowała

I Tanowska Drużyna Harcerska "Sokoły"

ZAGUBIONY CHŁOPIEC

Dawno temu, przed dwustu laty w wiosce Falkenwalde zwanej dziś Tanowem żył ubogi chłopiec. Rodzice dali mu na imię Johan. W roku 2016 w Tanowie wołalibyśmy na niego Janek. Mając 10 lat chłopiec dobrze wiedział, czym są głód, zimno i bieda. Rodzice z całych sił starali się dbać o dzieci. Janek pomagał jak mógł: sprzątał u sąsiadów na podwórkach, grabił liście i pracował przy żniwach. Ludzie chętnie przyjmowali jego pomoc, bo był wesoły i uczciwy. Często pomagał sąsiadom równie biednym jak on sam nie oczekując zapłaty. Wszyscy wiedzieli, że na Janku można polegać.

Chłopiec przestawał się uśmiechać, kiedy nadchodziła zima. Mróz wnikał do domu przez stare ściany, a zimny piec, w którym często nie było czym palić, był bezużyteczny. Z lasu znikały jagody, maliny i grzyby, a zniszczone buty nie chroniły stóp przed zimnem. Rodzice Janka chwytali się wtedy każdej okazji, by zarobić, a syna prosili o opiekę nad młodszymi dziećmi. Janek jednak niechętnie zostawał w domu. Zawsze wydawało mu się, że może zrobić więcej i pomóc inaczej jak tylko wycierając zakatarzone noski i dzieląc na okruszki kromkę chleba.
Pewnej nocy, kiedy wszyscy już spali, Janek wymknął się z domu. Był styczeń. Na niebie między chmurami gwiazdy wyglądały, jakby były na wyciągnięcie ręki, a śnieg skrzył się pod nogami chłopca. Było pięknie. I strasznie, strasznie zimno. Żeby nie zmarznąć, chłopiec pomaszerował szybko przed siebie. Nie wiedział, dokąd idzie – cieszył się pięknem tej mroźnej nocy. Nie przypuszczał nawet, co mu ona przyniesie…

Nie minęło dużo czasu, a ręce zdrętwiały Jankowi z zimna. Stopy pewnie też, ale nie czuł tego, bo buty przemokły chwilę po wyjściu z domu. Zerknął przed siebie i postanowił: „dojdę do tej szopy na końcu ulicy i zawracam”. Nie miał pojęcia, że obserwują go dwie pary oczu. Gdyby nie przyglądał się gwiazdom, może zauważyłby ślady na śniegu. Gdyby miał porządne buty, może hałas zagłuszyłby kichnięcie, które usłyszał. Niestety żadne „gdyby” nie pomogło Jankowi. Jeden ze złodziei kichnął nad skrzynią pełną złota. Drugi zaklął paskudnie, a kiedy wyprostował się, żeby sprawdzić, czy mały włóczęga na ulicy ich nie słyszał, zobaczył Janka w drzwiach. Chłopiec zamarł. Patrzył wielkimi oczyma na skrzynię, z której wysypywały się skarby. Nigdy w życiu nie widział złota z tak bliska! Ocknął się, kiedy poczuł, że wielkie łapska zatykają mu usta. Zaczął się szarpać, próbował krzyczeć i kopać, udało mu się nawet ugryźć jednego z bandytów, kiedy nagle stracił przytomność.
Chłopiec próbował otworzyć oczy. Nie wiedział, czemu tak mu ciężko. I czemu tak strasznie boli go głowa. Powoli, bardzo powoli podniósł powieki. Jest w lesie. Jest noc, ale wszystko widać! No tak – jest pełnia, chmury odsłoniły księżyc. Co to za miejsce? To chyba ta polanka, na której w lecie zbierali jeżyny. Rośnie na niej dąb. Właśnie do tego dębu Janek jest przywiązany. Powolutku przypomina sobie, co się wydarzyło. I uświadamia sobie, że jest zupełnie sam w środku lasu, nikt nawet nie wie, że wyszedł z domu i, najgorsze, że jest potwornie zimno.

Janek zupełnie nie czuł stóp. Siedział pod drzewem na śniegu, przez jego pierś przebiegały zwoje sznura, którym przywiązano go do pnia, a on w ogóle nie czuł, że mu zimno. To było dziwne. „Może po prostu mróz odpuścił?” – pomyślał chłopiec. Ale wszystko wyglądało, jakby to nie była prawda. Janek przekonał się o tym, kiedy wziął głęboki wdech, żeby zawołać o pomoc. Lodowate powietrze aż kłuło w gardło, a chłopiec nie odważył się więcej krzyknąć. Siedział spokojnie pod drzewem, kiedy zaczął sypać śnieg. Siedział również wtedy, kiedy pod białym puchem zniknęły wszystkie ślady, nawet jego postać.

Rano zaniepokojeni rodzice szukali syna, w południe dołączyli do nich już wszyscy mieszkańcy wsi. Janka jednak nie było. Jedynym efektem poszukiwań był mały pożar. Ktoś nieostrożnie postawił lampę na progu starej stodoły na końcu wsi. Ogień błyskawicznie strawił całą ruderę. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ludzie odetchnęli z ulgą: do tej szopy nikt nie zaglądał w obawie, że zawali mu się na głowę. Teraz nie stanowiła już zagrożenia. To było jednak marne pocieszenie. Janek się nie znalazł.
Dni mijały, łzy płynęły coraz rzadziej, a mały wesoły Jaś o złotym sercu pozostał w pamięci mieszkańców Tanowa. Nie wiedzieli, że Jaś nie odszedł. Co roku w styczniową noc, która zabrała jego ostatni oddech, spaceruje ulicami Tanowa. Przygląda się starym domom, wspomina ludzi, którzy kiedyś tu mieszkali, a potem w miejscu, gdzie stała stara szopa, sprawdza, czy przypadkiem nikt nie znalazł zakopanego tam skarbu. Martwi się, że tak jak jemu może komuś przynieść nieszczęście.

 

legendę opracowała

I-Tanowska Drużyna Harcerska "Sokoły"

Joomla templates by a4joomla