1

Nie tak dawno temu, w miejscowości zwanej Tanowo, żyli Mateusz i Elżbieta. Nie wiodło im się zbyt dobrze. Pole uprawne dawało grosze. Pracowity gospodarz robił więc, co mógł, by wyżywić rodzinę. Na szczęście oprócz kawałka ziemi, Mateusz miał jeszcze coś - niesamowity talent. Jego ręce potrafiły wyczarować cuda z drewna. Cudownie zdobione szafy, eleganckie stoły, smukłe krzesła, półeczki, drewniane łyżki – wszystko, co wychodziło z jego rąk, budziło westchnienie zachwytu.

Czemu więc był biedny? Cóż, Mateusz nie miał żyłki do robienia interesów. Żal mu było sąsiadów, którzy pracowali tak ciężko, zazwyczaj więc brał od nich grosze za swoją pracę. Często zdarzało się, że zamiast pieniędzy dostawał to, co akurat obrodziło – worek zboża, koszyk jajek. To było miłe, ale pieniędzy ciągle brakowało. Elżbieta czasem złościła się na Mateusza, kochała w nim jednak najbardziej właśnie to dobre serce, cóż więc mogła zrobić?

Pewnego dnia w drodze z miasta do domu Mateusz spotkał kilku znajomych, którzy wieźli na wózku tłuściutkiego prosiaka. Bardzo ucieszyli się na widok swojego zdolnego sąsiada. Okazało się, że prosię jest właśnie dla niego. Zdziwiony Mateusz nie pamiętał, żeby ostatnio coś dla kogoś robił. Jego dzieci trochę chorowały, potem były święta, więc nie miał czasu nawet zejść do swojego warsztatu.

- To od Roberta i innych wdzięcznych Ci za meble osób – wyjaśnili w końcu sąsiedzi. Robert był przyjacielem Mateusza od zawsze. Wiodło mu się jednak jeszcze gorzej niż Mateuszowi, więc często korzystał z oferowanej przez Mateusza pomocy. Okazało się, że Robert bardzo się martwił tym, że nie może zapłacić za stół, który Mateusz zrobił dla jego rodziny. Przy tym stole spędzili cudowną Wigilię i piękne święta. Postanowił więc porozmawiać z sąsiadami i wspólnie uradzili, że skoro każdy ma u zdolnego cieśli dług, to spróbują wspólnie go spłacić robiąc Mateuszowi przyjemną niespodziankę.

- Oto twój prosiak. Elżbieta z pewnością zrobi z niego coś pysznego – powiedzieli i za chwilę już ich nie było. Mateusz osłupiały patrzył chwilę na oddalające się sylwetki. Takiej zapłaty za swoją pracę jeszcze nigdy nie dostał. – To wpadnijcie w niedzielę na obiad! – krzyknął jeszcze i wszedł do domu.

Elżbieta, gdy dowiedziała się o prezencie od Roberta i sąsiadów, była bardzo szczęśliwa. Od razu zabrała się do pracy. Wiedziała, co zrobi na niedzielny obiad. Mateusz uwielbiał golonkę, a ona była mistrzynią w jej przyrządzaniu. Sprawnie podzieliła mięso na porcje, a po kilku godzinach cały dom wypełnił się apetycznymi zapachami. Smażenie, pieczenie i wędzenie trwało aż do niedzieli.

Kiedy zasiedli do świątecznego niedzielnego obiadu, Mateuszowi śmiały się oczy. Już tak dawno nie jadł golonki. Właśnie zabierał się do krojenia, kiedy usłyszał stukanie do drzwi.

- Kto to może być? – spytała Elżbieta.

- To chyba chłopaki – wyszeptał Mateusz.

- Chłopaki? – Elżbieta bezradnie patrzyła na półmisek z golonką. Było jej wprawdzie sporo, ale nakarmić tym gości??!!

- Zapomniałem ci powiedzieć, że ich zaprosiłem – wyjąkał nieśmiało Mateusz.

Goście byli już w progu. Elżbieta gorąco ich przepraszała za skromny poczęstunek, okazało się jednak, że golonka rozpływa się w ustach. Była tak pyszna, że zachwytom nie było końca. Obiad upłynął w radosnej atmosferze, a nazajutrz z ust do ust podawano sobie tylko jedna nowinę: nikt nie potrafi przyrządzić golonki tak, jak Elżbieta.

Od tego czasu, co kilka dni, ktoś przychodził do Elżbiety i prosił, żeby zajęła się przyrządzeniem jego mięsa. Sława o kunszcie rozchodziła się coraz szerzej. Przyjeżdżali do niej ludzie z okolicznych wsi, a nawet z Polic. A kiedy odwiedzili Elżbietę nawet wielbiciele golonki ze Szczecina, Mateusz zdradził jej swój pomysł.

- Kochanie, skoro ostatnio i tak zajmujesz się prawie tylko gotowaniem, to spróbujmy sprzedawać ten Twój cud.

Elżbieta wahała się tyko chwilę, postanowili jednak zaryzykować. I w ten sposób, w dziwnym wysokim domku w samym środku Tanowa, powstał lokal ,,Uni-Bar Zacisze”,  gdzie sprzedawano najlepsze golonki w całej okolicy (kto wie, czy nie najlepsze w województwie). Okazało się, że oprócz talentu kulinarnego Elżbiecie całkiem dobrze idzie prowadzenie interesu. Czasy biedy minęły, a golonki sprzedawane z uśmiechem - rozsławiły Tanowo na całą okolicę.

Dziś na miejscu dawnego lokalu jest budynek mieszkalny. Nikt już nie przyrządza w nim cudownej, rozpływającej się w ustach aromatycznej golonki, ale pamięć o niej przetrwała całe lata i, mam nadzieję, nie zniknie.

Jak spytacie ludzi w Szczecinie, czy w Policach, z czym kojarzy im się Tanowo – odpowiedzą, że z golonkami i grzybami

Legendę opracowała

1 Tanowska Drużyna Harcerska "Sokoły"

Joomla templates by a4joomla